wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział V

Przepraszam Was, ale coraz trudniej mi się piszę. Wolę dodać rozdział, co miesiąc, a nie, jakiś niedopracowany, czy po prostu zbyt idiotyczny. Nie chcę, żebyście mnie za to znienawidzili, ale nie potrafię Wam się pokazać od złej strony. Wszystko robię dla Was, żebyście byli zadowoleni :C Teraz na pewno nie będziecie, bo rozdział krótki. Ale przez Święta (może przed Świętami) coś nabazgrolę i się z Wami podzielę. 
Kocham Was! Nie zapominajcie o tym <3


Damon

                Dzień był dość chłodny, aczkolwiek słońce dawało się we znaki, rzucając oślepiające światło. W Mystic Falls nie odnotowano jeszcze nigdy opadów śniegu i nic się nie zmieniło. W powietrzu czuć było zimę, nagie drzewa przyprawiały o dreszcze, a mroźne powietrze przyjemnie szczypało w odsłonięte części ciała. Oczywiście tak mi się przynajmniej zdawało, gdyż, jako wampir nie odczuwałem temperatury. Jedynie słońce raziło mnie w oczy, a wiatr niszczył fryzurę.         
            Stojąc na ganku i czekając na kobietę, z którą chcę spędzić resztę życia, myślałem o tym, co przyniesie przyszłość. W ciągu tych kilku miesięcy wiele się zmieniło: zakochałem się, poznałem młodszego, przyrodniego brata, dowiedziałem się o Vassainach, a także o tym, że jestem idealnym kandydatem na Dziedzica. Pozostaje jeszcze kwestia ciąży, która jest najlepszym, co mnie do tej pory spotkało, ale też najbardziej niepokojącą i pełną pytań rzeczą. 
            Zaciągnąłem się głęboko powietrzem, a następnie wypuściłem bielusieńki obłok pary. Rozglądnąłem się na boki. Ludzie prowadzili bardzo beztroskie życie. Nie są w ogóle świadomi tego drugiego świata wampirów, wilkołaków, czy wiedźm. Mają własne problemy, które inni, na przykład ja, uważają za bezsensowne. Odetchnąłem jeszcze raz i odwróciłem się, ponieważ usłyszałem, że Elena kończy pożegnanie. Po chwili wyszła z domu cała czwórka. Jenna, Caroline, Bonnie i Elena. Wszystkie miały rozmyty makijaż, oprócz matki mojego dziecka, ale każda bez wyjątku płakała.
            Spojrzałem pytająco na szatynkę, która kiwnęła głową.
            - Jedziemy? – zapytała pewnym głosem.
            - Jeśli jesteś gotowa – próbowałem pocieszyć ją uśmiechem, ale nie do końca wyszło to, co zamierzałem.
            Ostatni raz przytuliła dziewczyny i bez słowa odwróciła się, a następnie odeszła. Dogoniłem ją szybko i otworzyłem drzwi od samochodu. W środku siedział Matt, który zamienił się z Ethanem. Teraz to blondyn miał nas odwieźć na lotnisko. Umieściłem się na tylnym siedzenie, aby być bliżej szatynki.
            Kuzyn poprawił lusterko i uśmiechnął się do nas szczerze. Był to chyba pierwszy prawdziwy i nie wymuszony gest tego dnia.
            - No to jedziemy – mruknął i odpalił silnik.

Elena

            Oparłam głowę o zimną szybę i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć. Na chwilę udać się do świata, nad którym panuję. Do świata wolnego od zmartwień i smutku. Matt włączył cicho radio, w którym leciały dość spokojne i wolne utwory. Nie mogłam wsłuchać się w słowa, ponieważ bałam się, że zacznę płakać. Mimo iż wiedziałam, że niedługo się znowu ze wszystkimi zobaczę, to czułam, że nie mówią mi wszystkiego. Coś przede mną ukrywali i nie mogłam sobie z tym poradzić.
            Po chwili poczułam ciepłą dłoń Damona, która zacisnęła się na mojej ręce. Nasze palce się splotły. Byłam pewna, że wyczuł mój pesymistyczny oraz markotny nastrój. Brunet zawsze wiedział, kiedy jest coś nie tak, a na dodatek teraz miał wyrzuty sumienia. Widziałam ten, dostrzegalny tylko dla mnie, błysk w jego oczach. Coś go gnębiło.
            Uśmiechnęłam się do niego, o dziwo bez problemu. Po chwili namysłu stwierdziłam, że nie jest tak źle, jak mi się wydawało. Przynajmniej miałam mężczyznę, który jest gotów poświęcić życie w celu mojej ochrony. I dziecka. No właśnie… Mam dopiero osiemnaście lat i nigdy w swoim krótkim życiu nie przypuszczałam, że spotkam kogoś takiego, jak Damon. Osobę, która zapewnia mi miłość, bezpieczeństwo i radość z życia.
            Odpięłam pas i przesunęłam się na środkowe miejsce, aby znaleźć się bliżej bruneta.
            - Co ty robisz? – zapytał ze śmiechem, kiedy podniosłam jego rękę i przytuliłam się do niego.
            Chłopak objął mnie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu. Zamknęłam oczy i napawałam się ciepłem bijącym od jego gorącego ciała. Chłonęłam jego pewność siebie, jego miłość i jego niewyobrażalnie piękny zapach. W pewnym momencie poczułam, jak delikatnie całuje moją głowę. Podniosłam kąciki ust i uniosłam głowę ku górze.
- Idę spać – mruknęłam i pocałowałam go miękko, następnie zamknęłam oczy i zasnęłam.


Klaus

            Odkąd wyszedłem z samochodu, dookoła unosił się apetyczny zapach świeżej krwi. Pomimo wczesnej pory w Grill’u kręciło się już mnóstwo osób.
            - Cześć, Klaus – usłyszałem głos. Spojrzałem w tamtą stronę i dostrzegłem Ethana, siedzącego samotnie przy stoliku w głębi sali. Z tamtego miejsca miał idealny widok na cały bar, a za plecami solidną ścianę, która uniemożliwiała „zajście” go od tyłu.
            Powędrowałem w jego kierunku, poprosiwszy wcześniej kelnerkę o szklankę whisky, następnie usiadłem na jednym z czterech wolnych miejsc. W powietrzu czuć było dość napiętą atmosferę, choć nie miałem pojęcia, dlaczego. Młodszy chłopak widocznie zdawał się mieć mieszane uczucia. Krótko mówiąc był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Gdyby był to ktoś inny, zapewne nie zwróciłbym nawet na to uwagi, ale z Ethanem sprawa miała się całkiem inaczej. Chłopak zawsze wesoły, żywy, pełen energii i zadający mnóstwo pytań, mimo już długiego życia, zawsze urzekał swoją osobą. Był przyjacielski i szybko sobie owych przyjaciół zjednywał, do czego ja musiałem zazwyczaj używać hipnozy lub przemocy. Takie życie… Mimo jego humoru, pozytywności i w pewnym stopniu dziecinności, polubiłem go.
            W jakiś sposób zastąpił moje zdradliwe i okrutne rodzeństwo, które wydziedziczyło mnie z rodziny. Skazali na wieczną samotność, ale jak widać się im nie udało. Po chwili zauważyłem, że brunet spogląda na mnie uważnie swoimi mądrymi oczami. Uśmiech znikł mi z twarzy i skupiłem się na tym, po co tu przyszedłem.
            - Musimy omówić najważniejsze sprawy – zacząłem, a Ethan zagryzł wargę. Coś go widocznie gryzło – Teraz, gdy Damon wyjechał musimy poradzić sobie sami ze sprawą Vassainów. Myślę, że jesteś na tyle inteligentny i domyśliłeś się, że nie wygląda to obiecująco.
            - Przecież nie wiemy, ile ich jest. Alaric zabił jedną i mogła ty być tylko ona.
            - Okrążyłem całe miasto i nie wyczułem obecności żadnego wampira, z wyjątkiem ciebie i Stefana – wytłumaczyłem cierpliwie – Kiedy, któryś przekroczy granicę Mystic Falls, będę o tym wiedział pierwszy.
            Rozglądnąłem się po wnętrzu, szukając kogoś, kto mógłby podsłuchać naszą rozmowę. Nikt nie wydał mi się podejrzany, aczkolwiek postanowiłem mówić trochę ciszej. Ostatnio, gdy używałem dźwiękoszczelnej komory, to zdarzenie osłabiło mój organizm. Teraz nie powinienem dopuszczać do takich sytuacji, ponieważ w każdej chwili może nastąpić atak drugiej rasy.
            - Jest jeszcze jedna sprawa – powiedziałem ciszej.
            - Jaka? – wypalił od razu brunet, nie czekając aż skończę. Westchnąłem cicho.
            - Gdybyś poczekał chwilę, to bym dokończył – moja twarz pozostała kamienna.
            - Przepraszam… - bąknął po chwili chłopak. Wiedziałem, że dużo go to kosztowało. Postanowiłem zostawić sprawę jego manier i wróciłem do wcześniejszej myśli.
            - Powinniśmy uważać na Stefana. Wiem, że rzadko go widujemy i właśnie to jest tym, co mnie niepokoi. Co można robić w miasteczku tak małym, jak Mystic Falls, a na dodatek pozostawać niezauważonym? – Ethan nic nie powiedział na moje słowa, a jedynie spuścił wzrok i zaczął bawić się szklanką, szukając odpowiedzi na to pytanie.
            - Dobra, rozumiem. Teraz pozostaje kwestia tego, jak ja mam z nim mieszkać? Szczególnie teraz, gdy nie ma Damona? – twarz chłopaka wykrzywił nieznaczny grymas – Przecież on jest silniejszy ode mnie. Jeśli będzie chciał mi coś zrobić, to przyjdzie mu to bez problemu…
            Zastanowiłem się chwilę. Faktycznie nie pomyślałem o tym, co ma zrobić Ethan. W sumie mógłby zamieszkać ze mną albo Alarickiem, ale Stefan zacząłby coś podejrzewać. Pewnie już czuje, że coś się dzieje, ale nie powinniśmy pogarszać sytuacji.
            - Musisz się zachowywać normalnie – powiedziałem powoli, a chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Pospieszyłem z tłumaczeniem – Nie możesz pozwolić mu myśleć, że o coś go podejrzewamy. Bądź tak samo wesoły, jak zawsze. Musisz zachowywać się, jakby nigdy nic. Tylko w ten sposób zdołamy poznać prawdę, co się dzieje. Ale powinieneś na niego…
            - Uważać – dokończył, tym razem, ku mojej uciesze – Będę ostrożny.
            Brunet dopił swój, pachnący alkoholem, napój i stwierdził, że musi załatwić, jakąś sprawę. Nie powiedział jaką, więc nie pytałem. Raczej nie obchodziły mnie takie sprawy, chociaż obiecałem Damonowi, że zajmę się jego młodszym bratem… Cholera!
            Niestety chłopak już wyszedł, natomiast w drzwiach pojawiła się Caroline. Problem związany z Ethanem zniknął, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że uśmiecham się sam do siebie. Potrząsnąłem głową, próbując pozbyć się tych idiotycznych, ludzkich zachowań i wstałem od stolika. Dziewczyna nie zauważyła mojej obecności. Siedziała przy barze, widocznie nie w sosie.
            Co oni mają takie dziwne humory, pomyślałem z ironią, chociaż domyślałem się, o co chodzi. Wziąłem ostatni łyk whisky, postanowiłem do niej podejść. Podwinąłem rękawy, a kurtkę przerzuciłem przez ramię, następnie powędrowałem w stronę blondynki.
            - Witam panią – powiedziałem i usiadłem obok niej.
            Dziewczyna zarzuciła swoimi złocistymi włosami i spojrzała na mnie. Jej oczy zabłyszczały wesoło, a na twarzy pojawił się uśmiech. No… Przynajmniej coś na jego wzór. Kolejna osoba do pocieszania. Dlaczego oni wszyscy się tak martwią wyjazdem Eleny i Damona? Przecież tam powinni być bezpieczni, gorzej by było, gdyby zostali tutaj. Czy nikt oprócz mnie tego nie rozumie?
            - Cześć, Klaus – nachyliła się w moją stronę, więc zbliżyłem swoje usta do jej. Nasze wargi musnęły się delikatnie – Co tutaj robisz?
            Wzruszyłem ramionami.
            - Rozmawiałem z Ethanem…
            - Widziałam go, jak wychodził. Wydał mi się dość dziwnie… Hm… Przygaszony? Przecież on zawsze jest wesoły! – w jej głosie słychać było wyraźną troskę.
            - Nic mu nie będzie – stwierdziłem pewnym głosem, aby dodać jej otuchy – Chwilowy brak humoru jeszcze nikomu nie zaszkodził – uśmiechnąłem się.
            Nastała chwilowa cisza, między nami dwojga. Gwar w barze wcale nie ucichł, a jedynie wzmacniała go grająca muzyka. Nasza rozmowa coś nie chciała się kleić. Postanowiłem więc przejąć rolę.
            - A co z tobą? – zapytałem, jak robili to ludzie na filmach, gdy ich przyjaciel, chłopak lub dziewczyna, byli smutni. Starałem się nadać mojemu głosowi troskliwą barwę.
            - Co ze mną? – dziewczyna ze zdumieniem uniosła brwi. Widocznie nie rozumiała, o co mi chodzi.
            - Jak się czujesz? – zapytałem ponownie, próbując nie stracić cierpliwości.
            Caroline wahała się z odpowiedzią. Długo nic nie mówiła, a gdy już to zrobiła, to usłyszałem jedynie prośbę, abyśmy stąd wyszli. Zgodziłem się, widząc, że dziewczyna chce mi coś powiedzieć. Pomogłem jej ubrać płaszcz, a po chwili szliśmy w kierunku jej domu.
            Na zewnątrz było dosyć chłodno, chociaż nie przeszkadzało mi to. Czekałem na to, jak rozwinie się rozmowa, ale blondynka nie była skłonna jej dokończyć. Ująłem ją za dłoń, która wydawała się strasznie delikatna i krucha. Bałem się ją mocniej uścisnąć, więc zrobiłem to w taki sposób, aby nie stała się jej krzywda.
            - Więc? – zagaiłem i uniosłem brwi. Uśmiechnąłem się do niej.
            - Więc co? – zauważyłem, że zrozumiała o co mi chodzi, aczkolwiek udawała, że nie wie.
            - Caroline… - zacząłem, ale dziewczyna stanęła przede mną, zatrzymując się i przyłożyła palec wskazujący do moich ust.
            - Przepraszam… Ja wiem, że… Po prostu całe moje życie zaczęło się sypać, a przeczuwam, że najgorsze dopiero ma nadejść – jej dolna warga zadrgała, wyraźnie powstrzymywała płacz.
            Nie wiedziałem, co zrobić. Niepewnie zrobiłem krok w jej stronę, następnie delikatnie objąłem ja ramionami. Dziewczyna przytuliła mnie mocno, natomiast ja gładziłem jej piękne, miękkie włosy. Chciałem coś powiedzieć. Podnieść ją na duchu. Wiedziałem jednak, że to na nic. Też czułem, że stanie się coś złego. Prawdopodobnie szykujemy się do wojny, a przynajmniej w pewnym sensie. Nikomu nie możemy ufać. Nie powiedziałem więc nic.
            Ja byłem tym, który musiał zgrywać pewnego siebie. Nie mogłem zasiać w nich, nawet ziarnka zwątpienia, ponieważ zniszczyłoby to ich wiarę. Nie chciałem do tego dopuścić. Usłyszałem, że serce dziewczyny nieco się uspokoiło. Powoli odsunąłem się od niej i złapałem ją za ramiona. Delikatnie nią potrząsnąłem, aby oprzytomniała. Nie widziałem łez, ale czułem, że jest zdenerwowana, a co najgorsze – bała się. Odetchnąłem głęboko bojąc się zabrać głos. Nie chciałem, żeby usłyszała w nim wahania, a jedynie pewność siebie. Jeszcze raz odetchnąłem, spojrzałem głęboko w jej oczy i powiedziałem:
            - Ze mną nic wam nie grozi.
            Co, poniekąd, było prawdą. 




CZYTANIE = KOMENTOWANIE

9 komentarzy:

  1. no w końcu! <333
    jestem pod mega wrażeniem, chcę więcej i więcej !! :3
    Delena i Klaroline wyszły ci niesamowicie... :D ach..
    Ethan coraz bardziej mi się podoba.
    mam nadzieję, że wakacje Damona i Eleny będą udane - już nie mogę się doczekać dzidziusia :)
    ~zadelenowana ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. no na reszcie jest ;)
    Jak zawsze wspaniały <33

    OdpowiedzUsuń
  3. Super Rozdział :) Czekam na Kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej :D
    Nominowałam cię do Liebster Award :D
    Więcej informacji na klaroline-love.blogspot.com
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominowałam Twojego bloga do Liebster Blog Award ;) damonelenaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. piękny szablon :)))
    u mnie nn :D
    http://tvdopowiadanie.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo fajnie opowiadasz, mimo tego, że uwielbiam Stelenę, to Delena też jest niczego sobie xd
    Możesz informować mnie o rozdziałach :*
    Pozdrawiam

    ~http://you-are-the-life-to-my-soul.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Klaus i Carolinne mnie rozczulają żal mi Etana jest taki smutny proszę o więcej Katrinne

    OdpowiedzUsuń