poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział I

Cześć Kochani! :)
Zapraszam na pierwszy rozdział drugiej księgi mojego opowiadania.
Notki będą dodawane w każdy poniedziałek, chociaż na razie mam wiele do nadrobienia i nie wiem, czy będę mieć czas pisać, ale dla Was się postaram <3 
Szablon dopiero muszę zamówić, więc na razie blog ten będzie, no... Taki, jak teraz. Mam nadzieję, że to Was nie zniechęci :]
Pozdrawiam Was serdecznie ;*

W poprzedniej części:

- Cicho! Kocham cię nieważne, jak wyglądasz, kocham cię, bo nadajesz sens, temu mojemu nędznemu życiu. Kocham cię i będę kochać nasze dziecko. Tak, NASZE dziecko – akcentowałem wyraźnie każdą sylabę – I nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Życia bez owocu naszych wspólnych chwil rozkoszy. Owocu naszej miłości.
- Jeszcze jedno słowo, a cię zabiję – warknęła.
            Dobra, może troszkę przesadziłem z tą przemową, pomyślałem, ale była ona szczera.
            Dziewczyna pocałowała mnie namiętnie i trwaliśmy tak, dopóki nie zabrakło nam tchu. Czułem najprzyjemniejszy, słodki smak jej ust, koloru róży. Oderwaliśmy się od siebie. Dziewczyna położyła dłoń na moim policzku, a ja uścisnąłem ją.
- Damy radę, rozumiesz? – mruknąłem z przekonaniem.
- Wiem. Ja po prostu chciałam najpierw skończyć szkołę, wyjechać stąd, a dopiero później myśleć o założeniu rodziny…
            Objąłem ją ramieniem, a następnie przytuliłem. Napawałem się pięknych zapachem jej kasztanowych włosów.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła? – szepnęła, wtulona w moją pierś.
- Beze mnie nie zaszłabyś w ciążę – powiedziałem kwaśno.

- Cicho, nie psuj chwili, idioto…

Rozdział pierwszy

Elena
            Razem z Damonem, postanowiliśmy na razie nikomu nic nie mówić. Na początku sami musieliśmy ochłonąć i zastanowić się, co dalej. Na pewno nie usunę ciąży. Nie mogłabym żyć ze świadomością, że mogłam mieć z Damonem, mężczyzną, którego kochałam nad życie, dziecko. Z jednej strony to jestem ogromnie szczęśliwa, ale z drugiej… Jest pełno rzeczy, o które się boję. Najlepszym przykładem jest Jenna. Bo, co ja jej powiem? Tak, ciociu. Uprawiałam seks ze starszym mężczyzną i jestem w ciąży. Oczywiście, że nie używaliśmy antykoncepcji, przecież wampiry nie mogą mieć dzieci z ludźmi! Chyba się załamię. Wiem, że Damon jest równie zaskoczony, jak ja. Nie wiedział, że coś takiego może się stać. Kolejnym przykładem jest to, że nie wiemy, czy to dziecko będzie, że tak powiem, normalne, czy będzie… Wampirem. Jeśli będzie zdrowe i ludzkie, to świetnie. Oprócz tego, że ja i ono się zestarzejemy, a Damon nie. Natomiast jeśli urodzi się, jako wampir to… Nie wiem, zawsze będzie takie? Bo przecież wampiry się nie starzeją. Czy może będzie półwampirem, półczłowiekiem? To jest najstraszniejsze… Okropnie się tego wszystkiego boję. Cały czas mam płacz na końcu nosa, dobrze, że Damon jest ze mną…
            Właśnie dostałam wypis ze szpitala, więc mogliśmy wrócić do pensjonatu. Oczywiście dziewczyny i Alarick już dzwonili i dopytywali się, co ze mną. Mówiliśmy, że to zwykła anemia i muszę brać żelazo. Postanowiliśmy powiedzieć wszystko Klausowi, bo on i tak najszybciej się zorientuje, ponieważ ma jeszcze bardziej wyczulony słuch, niż Damon. Chcieliśmy tylko, żeby obiecał, że nie piśnie słówka Caroline.
             W błogiej, choć trochę krępującej ciszy, dojechaliśmy na obrzeża miasta. Brunet, jak przystało na dżentelmena, otworzył mi drzwi, wziął torebkę, a następnie ujął za dłoń i poprowadził do środka. Kidy tylko przekroczyliśmy próg, rzucił torby i w wampirzym tempie wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Odruchowo złapałam go mocno i wtuliłam się w jego umięśnione, gorące i dające mi poczucie bezpieczeństwa, ciało. Opadliśmy na łóżko, mogłoby się wydawać, że mężczyzna rzucił mną o posłanie, ale on tak zręcznie zamortyzował, że praktycznie nic nie poczułam.
            - Uważaj! – powiedziałam głośno.
            Chłopak nie zważając na nic, zerwał ze mnie koszulkę i zaczął obsypywać mnie pocałunkami. Rękoma błądził po moim półnagim, a później nagim ciele. Odwzajemniałam pocałunki. Wplotłam rękę w jego kruczoczarne włosy, a drugą kierowałam w stronę jego pachwiny. Poczułam, jak przeszedł go dreszcz podniecenia. Z satysfakcją zaczęłam rozpinać jego rozporek. Było to nie lada wyzwanie, ponieważ nie przerywaliśmy pocałunków. Po chwili się mi udało. Jego dolna garderoba została odrzucona na bok.
            Byliśmy już  gotowi, rozpaleni i szczęśliwi. Właśnie w tym momencie naszły mnie wyrzuty. Przecież to może zaszkodzić dziecku. Albo mi...
            Odsunęłam mężczyznę na odległość moich ramion.
            - Chyba nie powinniśmy tego robić… - spojrzałam w dół.
            - Eleno, to dopiero 3 miesiąc – jęknął – Nawet nie widać tego po tobie.
            Uśmiechnął się, a ja również. Po chwili zastanowienia, wróciłam do poprzedniej czynności. Od bardzo dawna nie zbliżyliśmy się tak do siebie. Po prostu nie było czasu, ale teraz… Czułam się, jakbym zakochała się w nim na nowo. Jego piękne, szare, bystre oczy, czarne, jak smoła, lśniące i miękkie włosy, wyrzeźbione ciało, delikatnie opalone… Całość prezentowała się znakomicie.
            Po stosunku opadliśmy na poduszki. Nie miałam zielonego pojęcia, jak ja to w ogóle przeżyłam, ponieważ wcześniej nie potrafiłam sama ustać na nogach… Dyszałam ciężko, ale po chwili mój oddech zrównał się z idealnym oddechem Damona. Jedną rękę objęłam go za brzuch, głowę ułożyłam na jego klatce i zamknęłam oczy. Wdychałam zapach jego skóry. Spocona pociągała mnie jeszcze bardziej, nie wiem dlaczego. Miała taki specyficzny, słodko-słonawy zapach.
             Zamknęłam oczy.
            - Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham, księżniczko – mruknął mi do ucha.
            - Jestem w stanie, to sobie wyobrazić – odpowiedziałam, równie cicho.
            Chwilę leżeliśmy w milczeniu. Napawaliśmy się swoją obecnością, jakby to była nasza ostatnia noc razem. Czułam dotyk, jego ciepłych dłoni, delikatnie muskających moje włosy. Jego równomierny oddech. Uderzenia jego serca, które bije dla mnie. Rozmyślałam teraz nad tym, jaki on naprawdę jest. W stosunku do mnie potrafi okazać uczucie, miłość, radość, ból, jest romantyczny, wrażliwy, opiekuńczy… Ale wiem, że dla innych zachowuje się inaczej. Może nie zawsze, ale dla nieznajomych jest nonszalancki, pewny siebie, arogancki… Możliwe nawet, że stosuje przemoc, kłamie, zabija… Jednak myślę, że on próbuje jedynie zwrócić na siebie uwagę. Dla przyjaciół jest dobry, nigdy by ich nie skrzywdził, próbuje ich chronić, ale dla nieznajomych jest porywczy.
            - Damonie, mogę ci coś powiedzieć? – zapytałam.
            - Oczywiście, najdroższa – szepnął sennie.
            - Będziesz wspaniałym tatą – wypowiadając ostatnie słowo, oparłam się na łokciu i spojrzałam mu w oczy.
            Brunet nie odpowiedział. Zerknął na mnie z zaskoczeniem, a potem pocałował w czubek głowy. Damon Salvatore zawstydzony? Niemożliwe. A jednak.  Tamto zdanie było, jak najbardziej szczere.

Klaus
            Ponieważ zadzwonił do mnie Damon, ponownie musiałem podjechać pod pensjonat. Parę godzin spędziłem z Alarickiem w Grillu, więc zdążyłem się napić, pogadać, pośmiać. Teraz czekała na mnie rzeczywistość… Zbliżała się godzina dwudziesta, więc w sam raz Elena powinna była odpocząć. Jedno mnie zastanawiało. Dlaczego nie pozwolili mi zabrać Caroline, czy Alaricka? Przecież oni chcieli zobaczyć się z Eleną nawet bardziej, niż ja. Ale dostałem takie, a nie inne wytyczne, więc, jako mężczyzna honoru, podporządkowałem się.
            Wszedłem do salonu i wysłałem myśl do Damona, że już jestem. Usłyszałem, że para pomału schodzi na dół. Rozsiadłem się w fotelu o słuchałem fascynujących wieści.
            - Żartujecie, tak? – uśmiechnąłem się delikatnie, ale sądząc po ich minach, to daleko im było do żartów – Przecież… Jak?
            - Zadajemy sobie to samo pytanie – Damon uniósł ręce w geście niewiedzy, następnie opuścił je i ujął dłoń Eleny.
            Zastanowiłem się.
            Żyję już dobre tysiąc lat, a nigdy nie spotkałem się z tym, żeby człowiek zaszedł w ciążę z wampirem… To jest wręcz niemożliwe. To na pewno będzie kolejne wyzwanie, z którym będziemy musieli dać sobie radę.
            - No badania i USG to potwierdzają. Z resztą wsłuchaj się – umilkła.
            Nie musiałem się za bardzo skupiać. Po chwili usłyszałem słabe, ale słyszalne uderzenia małego serca. Złapałem się za głowę.
            - Cholera! – powiedziałem cicho.
            - To prawda, Klaus. Będziesz wujkiem – brunet próbował ratować sytuację swoimi nie śmiesznymi odzywkami.
            Rzuciłem mu spojrzenie, które mówiło „Wcale nie jest mi do śmiechu. To poważna sytuacja” albo „Jeszcze jedno słowo, a uduszę…” . Młodszy wampir chyba zrozumiał przekaż, bo się zamknął.
            Jak to jest możliwe?, pytałem się w myślach. Przecież Elena to żywy, prawdziwy, oddychający człowiek. Oprócz tego, że jest sobowtórem Petrovej, to jest kobietą! Sobowtór… Właśnie!
            - Może Elena wcale nie jest zwykłym człowiekiem? – spytałem, podnosząc wzrok na przyjaciół.
Szare oczy uważnie mnie świdrowały, natomiast brązowe czekały z przerażeniem, co powiem dalej. Nie czekając na pytania, zacząłem wyjaśniać.
- Skoro Elena jest sobowtórem, doppelgangerem, to… Może można to podpiąć pod nienaturalność?
- To bardzo naciągana teoria… - odparował Damon.
- No nie wiem. Przecież nie jest normalne to, że moja przodki ni wyglądała identycznie. IDENTYCZNIE, powtarzam – Elena próbowała przekonać chłopaka.
- Dokładnie, Damon. Po za tym… Nie ma innego wytłumaczenia.
Można było dostrzec, że brunet nie chciał w to uwierzyć. Patrzył na nas wzrokiem, jakby… Zabrano mu lizaka. Wkrótce ochłonął i skinął głową, przyjmując to do wiadomości. Wyraźnie, jego myśli toczyły w głowie zaciętą bitwę.
- Dobra, niech wam będzie. Pytanie tylko, co dalej? Czego możemy się spodziewać?
Elena i Damon spojrzeli na mnie, wyczekując racjonalnej odpowiedzi. Niestety nie mogłem takiej udzielić.
- Musimy czekać.
Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, ale te dwa słowa zawierały to, co miałem na myśli. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Skąd miałem wiedzieć, jak się zachować? Na pewno nie powinniśmy spuszczać z Eleny oczu.
Zatarłem ręce.
- Pozostaje tylko jedna kwestia.
- Jaka?
- Co z Katherine?

Ethan
Słyszałem całą rozmowę. Siedziałem u siebie w sypialni i nie musiałem się zbytnio wysilać, żeby wszystko wiedzieć. Jestem tu bardzo niedługo, a dzieje się tyle… Rozmaitych, dziwnych i szalonych rzeczy, że przez całe swoje dotychczasowe życie nie przeżyłem czegoś takiego. Krew Eleny leczy z wampiryzmu, dziecko wampira z człowiekiem, pierwotni naprawdę istnieją…
To miasteczko jest naprawdę zaskakujące, pomyślałem.
Teraz pozostało mi zainterweniować w sprawę z Katherine. Ona wcale nie była zła. Miała trudny charakter, ale pomogła mi w przystosowaniu się do wampirzego życia i w znalezieniu braci. Musiałem ją tylko przekonać, że jeśli zwróci im pamięć, to puszczą ją wolno.
Nie trudząc się w znalezieniu koszulki, zszedłem na dół w samych czarnych jeansach. Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo wstydzili się nagości. Przecież skoro Bóg stworzył Adama i Ewę nagich, to… Dlaczego nagość jest tematem tabu? 
- Chyba będę w stanie wam pomóc – powiedziałem, kiedy znalazłem się w salonie.
Przyjaciele spojrzeli na mnie, ale tylko Klaus zrobił kwaśną minę i powiedział, żebym się ubrał.
- Nick! To mój brat, moja krew. Daj mu spokój. Sam często tak chodzę – oburzył się Damon.
Właśnie za to go uwielbiałem. Byliśmy tak bardzo podobni.
Oparłem się o fotel i zaplotłem swoje palce. Uśmiechnąłem się, prezentując swoje uzębienie. Zacząłem mówić o Katherine, ale przypomniałem sobie pewną ważną rzecz.
- Aha, gratulacje, Eleno – powiedziałem radośnie.
Damon odchrząknął.
- No i tobie też, bracie – brunet kiwnął głową z zadowoleniem – Ale wracając do Katherine. Macie może jakąś zaprzyjaźnioną wiedźmę? Bo mogłaby rzucić zaklęcie, żeby Katherine nie mogła wyjść z pensjonatu. Dając jej więcej swobody, mógłbym spróbować z powrotem przekonać ja do was i do mnie. Może wróciłaby wam pamięć?
Dałem im chwilę namysłu.
- Młody dobrze gada – stwierdził po chwili Klaus.
- Tylko nie „młody”, dobra? – oburzyłem się, ale pierwotny zdawał się to zignorować.
- Bonnie na pewno nam pomoże – powiedziała od dawna nie odzywając się Elena – Ale jesteś pewien, że dasz sobie z nią radę?
Potwierdziłem skinieniem.
Plan mamy uzgodniony. Pozostaje tylko wcielić go w życie, co miało nastąpić, jak najszybciej. Szatynka obiecała, że skontaktuje się z tą całą Bunny? Czy, jak tam jej było i da mi znać, kiedy zaczarują dom. Damon podziękował mi i Klausowi, a następnie kazał Elenie wrócić do łóżka, aby odpoczęła. Był dla niej taki… Troskliwy, romantyczny i czuły i dobry. Wampiry nie powinny odczuwać emocji, jedyne, co czują to pragnienie krwi. Jak widać w tym miasteczku wszystko było inne…
- Mam też rozumieć, że to tajemnica? – Klaus spojrzał na brzuch Eleny, a później na twarz jej i Damona.
- Na razie tak.
Klaus odwrócił się i miał już wychodzić, ale Elena w ostatniej chwili złapała go za rękaw.
- Nick!
Odwrócił się.
- W szczególności nie mów nic Caroline – powiedziała błagalnym, wręcz tonem.
Pierwotny nie odpowiedział, ale uśmiechnął się i ze zrozumieniem przytaknął. Następnie obrócił się na pięcie i wymaszerował z budynku. Kiedy tylko wyszedł, Damon, ściągnął kurtkę i koszulkę.
Byłem od niego ze dwa centymetry niższy i miał lepiej umięśnione ciało, ale niewiele mi brakowało. Teraz bez koszulek, jedynie w czarnych jeansach wyglądaliśmy niemal tak samo. Wyszczerzyłem swoje małe kły. Damon objął mnie ramieniem.
- Miejmy nadzieję, że twój plan wypali, młody – potrzepał moje włosy i puścił mi oko.
Pięknie! Teraz wszyscy będą tak na mnie mówić!
- Bardzo śmieszne… - mruknąłem.
Elena podniosła się powoli. Cały czas opierała się o kanapę. Była bardzo blada; widać było, że jest osłabiona. Damon najwyraźniej spojrzał na nią w tym samym momencie, ponieważ od razu zerwał się, aby jej pomóc.
Już trochę bardziej ośmielony, podszedłem do niej, a później ją objąłem.
- Dobranoc, bratowo – szepnąłem, a kiedy odsunęliśmy się, posłałem jej jeden z najbardziej uroczych uśmiechów.
Elena wzięła Damona za rękę i skierowali się na górę. Kiedy mnie mijali, poczułem delikatne klepnięcie na moich pośladkach. Elena, pomyślałem i zarumieniłem się.
- Idź lepiej spać, bo jutro czeka nas wszystkich ciężki dzień.
Nalałem sobie jeszcze szklaneczkę Burbona, tak na dobry sen. Dopiero później wróciłem do sypialni, ale wcale nie miałem ochoty na sen. Rzuciłem się na łóżko. Z szafki nocnej wziąłem książkę „Król kruków” i zagłębiłem się w lekturze.
Damon
Otworzyłem oczy.
- Już nie śpisz? – zapytałem Elenę.
Dziewczyna bawiła się moimi włosami i obserwowała mnie, jak śpię. Z jednej strony było to bardzo urocze, ale z drugiej… Czasami czułem się nieswojo. Szatynka nachyliła się i delikatnie musnęła moje usta wargami.
Zamknąłem oczy.
Całowała mnie coraz pewniej i namiętniej, z coraz większym uczuciem. Usiadła na mnie okrakiem. Jej włosy opadały na moją twarz, co utrudniało nam pocałunki, ale co jakiś czas poprawiała je, rzucając je na plecy. Zaczęło się robić coraz bardziej gorąco. Elena ewidentnie chciała pomóc mi się rozluźnić. Zaczęła schodzić palcami coraz niżej. I niżej. I niżej, aż do moich bokserek. Wtedy jej przerwałem.
- Kochana, nie mamy czasu na przyjemności – położyłem dłonie na jej udach.
Powiedziałem to niechętnie, wbrew sobie, ale teraz musiałem być odpowiedzialny.
Kobieta spojrzała na mnie z mieszaniną złości i niewiedzy.
- Katherine.
Jedno słowo, a w jej ustach zabrzmiało, jak uderzenie biczem. Tyle zła, wrogości i… I pogardy. Jednym płynnym ruchem zeszła ze mnie i naburmuszona oparła się o poduszkę. Nie patrzyła na mnie.
Nie zważając na to, wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki, aby się odświeżyć. Wszedłem pod gorący prysznic, który zdecydowanie mnie odprężył. Kiedy wróciłem do sypialni, Elena znajdowała się w tej samej pozycji, co wcześniej, ale… Uśmiechała się do mnie. Nie było nawet śladu po tym, że wcześniej była obrażona.
Zmarszczyłem brwi.
Jeśli to jest dopiero trzeci miesiąc… To normalnie się boją, co będzie w siódmym, czy dziewiątym. Przecież teraz jej hormony jeszcze nie są na najwyższym stopniu buzowania.  Stałem tak, w samych świeżych bokserkach, z założonymi rękami. Nie zauważyłem nawet, że kobieta wstała, po prostu nagle pojawiła się przede mną.
- To jaki jest plan? – spytała.
- Jaki plan?
- No Katherine? Co mam robić?
Ah, ten plan!
- Ty… - objąłem ją ramieniem – Zostajesz w łóżku.
Dziewczyna gwałtownie się zatrzymała. Położyła dłonie na biodrach i zawsze, jak się złościła, tak słodko marszczyła nos.
- Chyba żartujesz! – powiedziała, dosyć ostro.
- Eleno, moja najdroższa… - pokręciłem głową – Wczoraj zasłabłaś. Powinnaś dobrze wypocząć, jeśli chcesz nam później pomóc.
- Ale…
- Nie ma „ale”. Jeszcze dzisiaj wypoczywasz. Rozumiesz? Nie chcę, żeby coś ci się stało. Tobie i… - spojrzałem w dół – Temu… Hmm… Zarodkowi? Potworkowi? Temu czemuś? – nie wiedziałem, jak to nazwać.
- Może wystarczy „dziecku”? – jej wzrok nie był zbyt przyjazny.
Kurczę! Muszę zacząć uważać, co mówię, pomyślałem, te jej wahania nastroju będą bardzo wyczerpujące.
- Zostań dziś w łóżku, proszę cię. Dla mnie? Jeśli mnie kochasz, to…
- Nie próbuj mnie tu szantażować, ty…
- Najukochańszy? – podsunąłem jej szybko.
Elena właśnie kładła się z powrotem, a ja jej w tym pomagałem. Szczelnie przykryłem ją pościelą i jeszcze, półdupkiem, usiadłem na skraju łóżka. Słyszałem, jak na mnie klnie, ale robiła to tak niewinnie, a zarazem z największą złością, że jedyne, co zrobiłem, to się uśmiechnąłem.
- Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebować, to w myślach zawołaj Ethana.
- Ale… Ja nie potrafię.
- Spokojnie, wystarczy, że o nim pomyślisz. On usłyszy.
Kiwnęła głową. Miała zacięty wyraz twarzy.  
- Kocham cię, Eleno – ucałowałem jej dłoń.
- Też cię kocham, Damonie – zamknęła oczy i ustawiła się, jak do pocałunku, robiąc „dziubek”.
Bardzo zabawnie to wyglądało. Miałem odejść bez tego pocałunku, aby ją troszeczkę zdenerwować, ale nie mogłem się powstrzymać. Następnie wstałem i ruszyłem do drzwi.
- Zadzwonię później – rzuciłem na odchodnym.

Elena
On chyba w ogóle mnie nie zna, uważając, że zostanę w łóżku cały dzień. Przecież czuję się znakomicie. Jestem wyspana, wypoczęta, trochę boli mnie głowa, ale mniejsza z tym. OK, rozumiem, że się o mnie martwi, ale… Jestem dorosłą osobą… No, prawie…
Mogę im się przydać, nie wiem jak, ale na pewno coś mogłabym zrobić. A tak nawiasem mówiąc, nigdy nie lubiłam przebywać sama. Odnoszę takie nieprzyjemne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, co wcale nie wywołuje przyjemnych emocji. Bawiłam się telefonem, próbowałam czytać książkę, ale nic nie trwało dłużej niż 10 minut. Zbierając się w sobie, wyplątałam się z pościeli i wyskoczyłam z łóżka. Okazało się, że nie był to zbyt rozważny pomysł.
Zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam. Na szczęście, w ostatniej chwili, złapałam się za ramę łóżka, czym uchroniłam się od bliskiego spotkania z podłogą. Usiadłam na posłaniu i uspokoiłam oddech. Musiałam uważać. Żadnych gwałtownych ruchów. Ponowiłam próbę wyjścia z pokoju, tym razem, powoli. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to włosy, które zazwyczaj świeże, gładkie, i zdrowe, błyszczały przy najmniejszym świetle, teraz były skołtunione, tłuste i w ogóle wyglądały, jakby przez tydzień nie widziały wody. Bez namysłu weszłam do wanny. Gorąca woda i pachnące olejki powinny mi zdecydowanie pomóc. No i miałam rację. Zdecydowanie się rozluźniłam, odprężyłam, a co najważniejsze – cudownie pachniałam.
- O cholera – mruknęłam do siebie, kiedy ponownie spojrzałam w lustro.
Byłam bardzo blada, co nie byłoby jeszcze takie złe, gdyby nie cienie pod oczami, które na jasnym tle wyraźnie rzucały się w oczy. Szybko rozczesałam włosy, no a następnie musiałam wziąć się za makijaż. Troszkę korektora, pudru i nic nie było widać. Teraz przyszła pora na ubranie. Nie miałam zbyt wielkiego wyboru, ponieważ w Pensjonacie nie znajdowało się za dużo moich rzeczy, ale coś znalazłam. Jeansy i czarna koszulka z białym napisem „Keep calm & drink blood”. No tak. Damon mi ją kupił, uznawszy to za świetny żart, a teraz nie miałam nic innego przy sobie, więc byłam zmuszona ją założyć. Z szafki nocnej zabrałam jeszcze telefon. Była za czterdzieści trzy dziesiąta. Włożyłam go do tylnej kieszeni i wyszłam z pokoju.
Starałam się zachowywać, jak najciszej, żeby Ethan się nie zorientował.
Młody będzie miał przechlapane u Damona, za to, że uciekłam, pomyślałam.
Akurat w tym momencie młody wampir pojawił się przede mną. Stanął z założonymi rękami, zagradzając mi drogę. Nie miałam szans.
- Cześć, Eleno. Jak się czujesz? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.
Wiedziałam, że mnie przejrzał, ale nie dałam tego po sobie poznać. Uśmiechnęłam się słodko.
- Hej, Ethan. U mnie świetnie. Już dawno się tak nie wyspałam.
Chłopak uniósł znacząco brwi, ale milczał. Teraz wyglądał niemal identycznie, jak Damon. Czarne jeansy, koszulka opinająca ciało i… Ah tak! Damon nosił skórzaną kurtkę, natomiast Ethan nie. Zauważyłam, że lubił pokazywać swoje umięśnione, opalone, wampirze ciało.
- Dalej będziemy udawać, że nic się nie dzieje? – ocknęłam się, słysząc jego głos.
- Jeśli pozwolisz mi na chwilę wyjść, to nic nie powiem  twojemu bratu.
- Tak? A dokąd to chcesz wyjść?
Zawahałam się, co nie było zbyt pomocne w mojej sytuacji.
- Do Grilla.
- Mhm… Więc nie chcesz iść do czarownicy, zapytać się, czy nie potrzebują pomocy, a potem ryzykować swoje życie i nie tylko swoje, po to, aby „coś” zrobić? – rzekł z lekką irytacją w głosie.
- Nic z tych rzeczy – próbowałam powiedzieć to beztrosko, ale nie wyszło.
Serce zaczęło mocniej uderzać, a głowa bardziej boleć. Wierzchem dłoni otarłam pot z czoła, a następnie oparłam się o kolana, ponieważ miałam mroczki przed oczami. Ethan w wampirzym tempie objął mnie, abym nie upadła.
- Właśnie widzę, jak się świetnie czujesz – mruknął i podniósł mnie delikatnie.
Położył mnie na kanapie w salonie. Na chwilę zniknął na schodach, ale wrócił, przynosząc mi koc. Przykrył mnie nim, a następnie odsunął się i patrzył na mnie z góry. Postał tak chwilę nic nie mówiąc, to znaczy on sam nic nie powiedział, ale jego oczy mówiły dużo. Na przykład to, że jest mną rozczarowany. W pewnym momencie usiadł na fotelu, który znajdował się dokładnie naprzeciwko mnie.
Oparł się wygodnie, wzdychając, ale jego oczy pozostawały czujne.
- I co? Będziesz tak tu siedział i mnie pilnował przez cały dzień? – miało to zabrzmieć ironicznie, ale wyszło na to, że jęknęłam.
- Przez cały dzień może nieee… - podrapał się po brodzie – Ale na pewno do czasu, kiedy wróci Damon. Z resztą sama tego chciałaś – powiedział, żeby specjalnie całe poczucie winy spadło na mnie.
Jak na nastolatka, to zachowywał się naprawdę dojrzale. Starał się, żeby nie zawieść Damona, ale tak samo nie  chciał, żeby coś mi się stało. Jeśli udałoby mi się wymknąć, to… Ale się nie udało, więc nie zamierzam gdybać. Ethan teraz nie spuści ze mnie oczu, będzie tutaj siedział i mnie obserwował i siedział i obserwował i siedział i obserwował… Przynajmniej teraz nie będę sama.
- Chcesz się czegoś napić? – spytał.
Przytaknęłam.
Chłopak podszedł do szafki i zaczął w niej grzebać. Słychać było tylko brzdęk przesuwanego szkła. W końcu odwrócił się i wyszczerzył zęby.
- A więc masz do wyboru: Burbon czy… Burbon?
- Mogłam się tego spodziewać – przewróciłam oczami i opadłam z powrotem na poduszkę.

Damon
Razem z Klausem podzieliliśmy się z Bonnie naszym planem. Wiedźma była zajęta nauką i studiowaniem tych wszystkich książek kucharskich dla czarownic, ale powiedziała, że nam pomoże. Okazało się, że musi odrabiać zadania domowe i wysyłać je Thaili, co zaskoczyło mnie, bo… Skąd ona ma mieć tam zasięg? Przecież to totalne zadupie. No, ale nie o tym przyszliśmy tutaj gadać.
Teraz byliśmy w drodze do pensjonatu. Bonnie siedziała z tyłu i bezmyślnie wpatrywała się w obraz, jaki widniał za szybą, czyli drzewa. Na szczęście nie zamęczała mnie pytaniami na temat Eleny. I tak się zobaczą, więc to szatynka będzie się tłumaczyć.
Dzisiejszy dzień był bardzo pochmurny i ponury. Na zewnątrz było ciemno, szaro, a słońce nie pokazało choćby jednego promyka. Pogoda idealna. No, przynajmniej dla mnie. Słońce mnie irytowało. Od niego bolały mnie oczy, piekła skóra i miałem zły humor., co dzisiaj mi nie grozi, a wręcz przeciwnie. W pogodę taką, jak dzisiaj budziłem się do życia.
Słuchając jedynie silnika samochodu dojechaliśmy na miejsce. Wiedźma targała ze sobą trzy grube i wyglądające na ciężkie, stare i zniszczone księgi.
- Pomóc? – zaproponowałem i wyciągnąłem dłoń.
Dziewczyna podziękowała i podała mi książki. Wszystkie trzy niosłem w jednej ręce, co mulatka skomentowała jedynie krótkim „Oh!”. No, ale, co jej się dziwić. Jest wątłej budowy, krucha, słaba… No, a ja?
Uśmiechnąłem się do siebie, ale szybko uprzytomniłem sobie, że jestem w towarzystwie.
Wraz z Klausem omawialiśmy, po raz tysięczny, plan działania. Zagadanie, skierowaliśmy się od razu do piwnicy, gdzie przetrzymywaliśmy Katherine.
- Elena! – krzyknęła mała czarownica.
Gwałtowanie zatrzymaliśmy się i obejrzeliśmy do tyłu. W salonie na kanapie leżała Elena i czytała książkę. Ethan siedział obok, a teraz jego wzrok skierowany był na mnie i pierwotnego. Zastanawiałem się, co robi tutaj szatynka. Przecież miała zostać w łóżku. Na szczęście był przy niej młodszy wampir.
Coś się stało? zapytałem brata w myślach.
Próbowała się wymknąć, ale opanowałem sytuacje, odpowiedział i wysłał mi obraz swojego uśmiechu, choć w rzeczywistości jego twarz pozostawała poważna.
Z politowaniem spojrzałem na Elenę, która, jakby czując moją dezaprobatę, wcisnęła się w fotel. Założyłem rękę na rękę i nieznacznie uniosłem brew. Stałem tak tylko przez chwilę, ale wystarczająco długo, żeby szatynka się speszyła. Kiedy Bonnie od niej odeszła, usiadłem na skraju i nachyliłem się nad nią. Najpierw pocałowałem ją delikatnie, a następnie zbliżyłem usta do jej ucha.
- Później pogadamy – szepnąłem naprawdę cicho, ale dziewczyna usłyszała.
Gdyby ktoś patrzył z boku, to nie zauważył by nic dziwnego, czy podejrzanego. Po prostu parę, która się wita, jednak naprawdę tak nie było. Byłem na nią wkurzony, ponieważ mnie okłamała. Obiecała, że zostanie w łóżku i nie będzie się narażać – odpocznie. Dobrze, że poprosiłem Ethana, żeby jej pilnował.
Dzięki, posłałem mu w myślach.
Klaus i Bonnie stali przy schodach i czekali, aż podejdę. Wstałem powoli, ale zanim skierowałem się do piwnicy, podszedłem do barku i nalałem sobie Burbona. Dopiero teraz byłem gotowy. Wziąłem łyka i odetchnąłem głęboko, czując ten gorzki, cierpki, ale wspaniały smak.
Uśmiechnąłem się.
- Gotowy? – dopiero po chwili zorientowałem się, że Klaus skierował to pytanie do mnie.
Kiwnąłem głową.
- Ethan, idziesz z nami?
Chłopak spojrzał na Elenę, ale później, uświadamiając sobie, że ja zadaję to pytanie, no i zapewne się na to zgadzam, wstał i się zgodził. Uznałem, że to będzie wystarczająca kara, dla panny Gilbert, która otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale po chwili zamknęła ja i rzuciła mi tylko ostre spojrzenie. Teraz szybkim krokiem powędrowałem za przyjaciółmi. Będąc już na schodach, prowadzących w dół, krzyknąłem:
- Za chwilę wrócimy!
W odpowiedzi usłyszałem tylko krótkie prychnięcie, więc zadowolony zachichotałem. Kątem oka zauważyłem, że Ethan zerka na mnie, w związku z czym  zamaskowałem ten śmiech kaszlem. Klaus i czarownica szli parę kroków przed nami. Tym razem to pierwotny niósł te wszystkie księgi.
- Nie uważasz, że trochę za bardzo traktujesz ją, jak dziecko? – powiedział nagle Ethan.
- Po prostu się martwię – wzruszyłem ramionami – Wiesz, jaka jest sytuacja, a Elena nie lubi siedzieć bezczynnie, a teraz powinna.
Ethan zdawał sobie z tego sprawę. Problem w tym, że biologicznie miał te piętnaście, czy szesnaście lat, ale w rzeczywistości przeżył o wiele więcej, niż się mogło wydawać. Rozmowę na temat dziewczyny przerwało nam dojście na miejsce. Klaus bez problemu otworzył drzwi i wszyscy weszliśmy do środka.
Katherine siedziała w tej samej pozycji, w jakiej zostawiliśmy ją ostatnim razem. Trzymała się całkiem nieźle, ponieważ, na prośbę Ethana, podawaliśmy jej codziennie pół szklanki krwi. Była blada, brudna, ale przytomna na tyle, że umierała z nudów. Teraz ożywiła się, co było rzadkością, ale pewnie dlatego, że przyszliśmy w dosyć większej grupie. Kiedy zauważyła Ethana, jej oczy… Miały w sobie coś, czego nigdy u niej nie widziałem. Coś, co dziwnie u niej wyglądało. Domyśliłem się, że to po prostu radość. Jednakże po chwili znów przybrała ten beznamiętny wyraz twarzy.
- Hmm… Widzę, że coś się szykuje – powiedziała i patrzyła na każde z nas po kolei.
- Tak, Kath – głos zabrał Ethan – Mamy dla ciebie propozycję.
- Wypuścimy cię stąd – powiedziałem bez oporu.
- Ale…? – kobieta słusznie szukała jakiegoś haczyka.
Mój młodszy brat przejął pałeczkę i wyjaśnił Katherine to, co omawialiśmy ze sobą już kilka razy. Czarownica, czyli B... No, nasza mulatka, rzuci zaklęcie na pensjonat, czy na Katherine, że nie będzie mogła go opuścić. Krótko mówiąc, damy jej odrobinę wolności. Oczywiście, kiedy zwróci nam pamięć, to ją wypuścimy.
Przyjęła to ze stoickim spokojem, ale Ethan powiedział mi później, że w głębi duszy skakała z radości. Jak się okazało dopuściła chłopaka do swojego umysłu, co było dalekim krokiem naprzód. Klaus i Ethan zostali jeszcze chwilę z naszą wampirzycą, a ja i… A tak! Bonnie! Ja i Bonnie poszliśmy na górę, żeby przygotować zaklęcie.
Elena w dalszym ciągu leżała w salonie. Podszedłem do niej bliżej, ale okazało się, że zasnęła. Usiadłem więc obok niej, natomiast wiedźma rozłożyła swoje księgi na stole w salonie.
- Masz może jakieś świece?
Bez słowa podszedłem do szafy i wyciągnąłem dziesięć świeczek. Siłą woli zapaliłem je, bez używania zapałek. Dziewczyna patrzyła na to ze strachem w oczach, ale uspokoiłem ją, mówiąc, że wszystkie wampiry tak potrafią. Z powrotem zająłem miejsce obok śpiącej szatynki. Dalsza część, tego całego „magikowania” polegała na tym, że Bonnie zamknęła oczy i zaczęła mruczeć pod nosem jakiś tekst, oczywiście w języku łacińskim. Płomienie świec uniosły się do góry na około czterdzieści centymetrów, ale po chwili opadły, a mulatka ocknęła się z transu. To wszystko nie trwało więcej niż dwie minuty.
- Już? – spytałem zaskoczony.
W tym momencie Elena jęknęła i otworzyła powieki. Zauważając, że coś się dzieje podniosła się i usiadła. Przetarła oczy.
- Co robicie? – zapytała sennie i ziewnęła.
- Już nic. Troszkę bawiliśmy się w czarowanie – zaśmiałem się.
- Dlaczego mnie nie obudziliście?! – oburzyła się.
- Bo tak słodko spałaś, że żal nam było to robić – powiedziałem , nadając temu zdaniu obrzydzająco uroczy ton.
Czarownica przytaknęła i się zaśmiała. W tym momencie z piwnicy wyszli Klaus, Ethan, a za nimi Katherine.


CZYTANIE = KOMENTOWANIE

7 komentarzy:

  1. WOW rozdziałek bardzo ciekawy !! Jak ja uwielbiam Damona , i jego teksty . Ciekawe czy Katherine przywróci im pamięć . Czekam na nn . Pozdrawiam twoje http://thevampirediaresdelena.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział ciekawy, Eleka jak zawsze uparta. :D
    Lubię postać Ethana od początku.
    Mam nadzieję, że Kat przywróci im pamięć.
    Życzę weny. :D


    Skazana Na Rocka z http://nie-jestem-nia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne! bardzo podoba mi się wątek Ethana i Eleny. Tak jak na początku znajomości Damona i Eleny :) bardzo ciekawie piszesz. Coś mi się wydaje że jeśli Kath zwróci im pamięć wiele się zmieni. Ale nie będe gdybać, zdaję się na ciebie, bo genialnie piszesz. Mam nadzieję, że Elena w końcu ustąpi i nie będzie narażać siebie i dziecka :) jeszcze raz gratulacje i SZYBKO PISZ KOLEJNY ROZDZIAŁ bo umrę z ciekawości :P przy okazji zapraszam pwsezon5.blox.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej. :D
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział.

    http://nie-jestem-nia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Damona i Ethan'a razem! Są tacy podobni, szkoda, że Stefcio taki nie jest. :/
    Jejku będzie mała Elenka, albo mały Damonek. Hihihi. ^^ A co Ty na to, aby to były jednak bliźniaki? Ale strasznie mi się podoba ten wątek z dzieckiem! Świetny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo się cieszę że już jest drugi tom :) Rozdział świetny,bardzo podobały mi się scenki z Ethanem i Damonem. Liczę że niedługo Kat zwróci braciom pamięć,bo coś czuję że wtedy zaczną się dziać ciekawe rzeczy ;D
    Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. ja się boje tego zwrotu pamięci mam dziwne przeczucie tak soboie myślę,że Katrinne się zakochała w Etanie skoro wpuściła go do swoich myśli

    OdpowiedzUsuń